Leje deszcz. Chodzę po murku. Z jednej strony daleko w dole
płynie rzeka, a z drugiej jest zwykła ulica. Czuję pustkę. Tylko deszcz i ja.
Idę przed siebie, aż
drogę blokuje mi siedzący, zakapturzony chłopak palący papierosy.
Nie omijam go, tylko siadam i pytam czy mogę jednego. Chłopak milcząc podaje mi paczkę papierosów. Siedzimy, palimy, a ciszę zagłusza tylko uderzający o asfalt deszcz. Mimo, że jest zimno i jestem cała mokra, czuję spokój. Taka dziwna świadomość, że tak właśnie ma być. Dokładnie w tej chwili mam być tutaj i nigdzie indziej. Zostało to ustalone w dniu moich narodzin.
Nie omijam go, tylko siadam i pytam czy mogę jednego. Chłopak milcząc podaje mi paczkę papierosów. Siedzimy, palimy, a ciszę zagłusza tylko uderzający o asfalt deszcz. Mimo, że jest zimno i jestem cała mokra, czuję spokój. Taka dziwna świadomość, że tak właśnie ma być. Dokładnie w tej chwili mam być tutaj i nigdzie indziej. Zostało to ustalone w dniu moich narodzin.
Nagle, co mnie w sumie trochę wystraszyło, zakapturzony pyta
jak mam na imię. Odpowiadam tylko „Ćsiii”. Nadal milczymy, ale ta cisza nie
jest spokojna. Rozdrażnił mnie. No trudno. Zmęczona irytującą ciszą pytam
- O czym
myślisz? – jednak on nie odpowiada, a mi nadal cisza tak jakoś nie pasuje. –
Właściwe… to czemu tak siedzisz w tym deszczu?
- Mam
nadzieje, że jebnie mnie zapalenia płuc i zdechnę. – Zupełnie jakby ktoś mnie
uderzył. Ten głos, słyszałam go tylko raz w życiu, 11 miesięcy temu… to ON.
Moja pierwsza miłość, obsesja, ból, zazdrość, tęsknota. To ON. Przez ten cały
czas siedziałam obok niego… spokojna… nie… - A ty?
Ja? Tak
bardzo…
- Chciałam
spędzić z tobą trochę czasu.
Wstałam i
sobie poszłam. A iskierka spokoju, którą zdążył wcześniej zniszczyć, powróciła
na nowo. Zbudziłam się. Wyspana. O ósmej. W sobotę.
Czytaj: Rozdział pierwszy
Czytaj: Rozdział pierwszy

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz